wtorek, 21 czerwca 2011

Stvierok : Opętani - Epilog


Stwierok, Europa Wschodnia
3 grudnia, 2089 roku
Godzina 17:00 czasu ziemskiego

Istvan przeciskał się przez tłum siedzących w miejscowej pijalni prostych chłopów. Odór gnoju i zwierząt hodowlanych roznosił się po całym budynku. Gdy mijał ostatni stolik w drodze do toalety, zahaczył łokciem o głowę mężczyzny biorącego właśnie łyk ohydnego miejscowego napitku.
Kufel wypadł z ręki potrąconego faceta i rozbił się o kant stołu, zaś  zawartość naczynia wylądowała na spodniach. Wiedział że taki incydent, w miejscu takim jak to, oznacza tylko jedno, kłopoty. Zdenerwowany jegomość wstał nerwowo od stolika, rzucając krzesło o ścianę. Był wysokim i postawnym mężczyzną, który pewnie nie jeden raz dawał wycisk takim jak Istvan.
- Ej! Co to kurwa miało być?! – wykrzyczał na całą salę, która w jednej chwili umilkła
- Przepraszam, szedłem do toalety i niechcący potrą.. – wystękał Istvan próbując załagodzić sytuację
- Niechcący?! Niechcący to ja Ci zaraz coś połamię! – wydzierał się ruszając wprost na Istvana
- Ale.. – chciał cokolwiek powiedzieć jednak wiedział że to nic nie da
Wtem poczuł jak masywne ręce podnoszą go do góry. Facet, którego potrącił nie okazał żadnej oznaki jakiegokolwiek wysiłku. Podniósł go niczym szmacianą lalkę.
- I co teraz, cwaniaczku?!
- Ja naprawdę nie chciałem, niech mnie Pa…
Nim Istvan zdążył dokończyć zdanie został rzucony w stronę baru. Przeleciał przez stół i wpadł w poukładane butelki z alkoholami pochodzącymi z miejscowych bimbrowni. Nikt bowiem nie sprzedawał tutaj żadnych wyrafinowanych trunków. Głowa Istvana uderzyła o ostro zakończoną na wpół domkniętą szufladę, w której barman chował szmatki i inne detergenty. Nie używano ich jednak zbyt często, bowiem wszystko w niej było pokryte grubą warstwą kurzu, która pod wpływem uderzenia uniosła się. Próbując wstać dostrzegł na podłodze rozsypane odłamki rozbitych flaszek i kieliszków. Szukał czegokolwiek by móc obronić się przed napastnikiem, który mógł go w każdej chwili zabić. Czołgając się i przeczesując najbliższe otoczenie słyszał jak ludzie półszeptem mówili do siebie
- Hago go zabije – po czym nerwowo usuwali mu się z drogi
Hago, pomyślał. Coś mi to mówi. Jednak nim zdążył sobie cokolwiek przypomnieć, cień napastnika przykrył jego wątłe ciało. Stał on nad barem i patrzył jak Istvan szuka czegoś do obrony. Hago chwycił go za kołnierz płaszcza przeciwdeszczowego, podniósł do góry i uderzył z całej siły pięścią w twarz. Jego ręka, była jak ogromny młot. Twarda i kanciasta. Siła ciosu przeniosła Istvana pod drzwi. Starał się wstać na nogi, jednak tak potężne uderzenie złamało mu kość policzkową. Ból był tak silny, że nie mógł nawet krzyczeć. Po kilku sekundach stracił przytomność. Ostatnią rzeczą jaką usłyszał był dźwięk zamykanego luku bagażowego jakiegoś małego statku kosmicznego. Nie wiedział jednak, czy jest w jego wnętrzu, czy na zewnątrz.

0 komentarze:

Prześlij komentarz